niedziela, 29 grudnia 2013

Witajcie Kochane Directioners :)

Ostatnio przypadkiem odwiedziłam blogspot i prawie spadłam z krzesła na widok liczby wyświetleń :) Mimo że opowiadanie nieco się już zestarzało, wciąż wysyłacie do mnie wiadomości z komplementami, co jest bardzo urocze! Pomyślałam sobie, że skoro chciałybyście poczytać kilka nowszych tekstów spod mojego pióra, to serdecznie zapraszam Was na mój drugi blog z one shotami również o naszych chłopakach, tym razem w wersji bromance.

Mam nadzieję, że przynajmniej kilka osób się zainteresuje... c:

Zapraszam! (klik)


sobota, 1 grudnia 2012

Surprise!


Wiele z Was czeka na niespodziankę. Nie chciałam prostować, że opowiadanie jest już całkowicie zakończone, i nie przewiduję żadnych dodatków czy innych bzdetów. Od początku myślałam o czymś innym.

Opowiadanie nie pojawiłoby się w całości, gdyby nie każda z Was. Część się nie ujawniła, a nie bez powodu prosiłam, żeby nie zamieszczać anonimowych komentarzy. Oto powód.

Chcę podziękować wszystkim Czytelnikom:

Eddy
eehehe. (przepraszam, ale w kodzie HTML był błąd, kiedy chciałam dopisać serduszko, więc tak, tu powinno być serduszko)
KandW
Kinn
erdberee
Anastazja - później #lovecrime (ten sam problem, a silę się na profesjonalność, fantastycznie)
.KamCiaaa ! ;***
Berry (naprawdę dziękuję)
Sheeranatorka
Aleksia
Julia Warlikowska
lumondra12
whitechocolatex3
One_Direction (to brzmi, jakbym dziękowała chłopakom, więc już uwielbiam osobę z tym nickiem)
Żellek
Zakochana
Marti
Brittany Green
cherry
Lorelei
Sparkle
adziocha
Ahhaah
Currant .
kasia kasprzyk
Emimi Miemi
Kimi. xx
@olcikx
@_Hesistation
Mel (Anonim)
Darcy Lloyd
Kate

Oraz wszystkim nominującym mnie do Lieb(st)er Award. Niestety nie jestem w stanie odpowiedzieć na wszystkie Wasz pytania i wyłaniać kolejne jedenastki.

Mam nadzieję, że wymieniłam wszystkich komentatorów, jeśli nie, proszę się upominać w komentarzach pod spodem. Oczywiście nie biorę pod uwagi spamu. Dziękuję wszystkim, bez Was nie napisałabym Last Fifteen Minutes, poszłam do przodu, poznałam świetnych ludzi, wszystko się zmieniło.


Teraz to już ostatecznie i nieodwołalnie koniec.

Dziękuję.

piątek, 30 listopada 2012

Epilog.


Nie, nie jestem zadowolona z tego tekstu. Starałam się przerobić na jakiś bardziej ujmujący czy coś, ale nie udało się. Chyba będę chora, więc po prostu dziękuję za wszystkie komentarze, wyświetlenia, słowa otuchy, krytyki, całokształt. Nie wiem, kiedy surprise, postaram się jak najszybciej.


Zgrabnym ruchem wysiadłam z mojej Toyoty i zadzwoniłam do drzwi. Otworzył mi Niall, ubrany w czarne spodnie, koszulę oraz bladoniebieską marynarkę, podkreślającą jego piękne oczy. Zarumieniłam się. Wyglądał lepiej niż zwykle.
- Cześć - przywitałam się i cmoknęłam go w policzek. Odpowiedział mi tym samym. Poprowadził mnie do salonu, gdzie zastałam idealnie nakryty stół z dwoma drewnianymi krzesłami. Z wrażenia otwarłam buzię. Wszystko prezentowało się tak idealnie, zapierało dech w piersiach.
- Ale z jakiej to okazji? - szepnęłam, patrząc mu w oczy.
- Okazji jest wiele - odrzekł i złapał mnie za rękę. Czułam, że szykuje się coś poważniejszego. Pojedyncza łza zakręciła się w moim oku, ale stłumiłam ją kilka razy mrugając i spuściłam wzrok.
- Cloe, wiem, że powinno to wyglądać inaczej, ale... nie mógłbym niczego przełknąć, wiedząc, że mam to przed sobą. Dzisiejszy dzień jest dla mnie bardzo szczególny. Mimo, że jesteśmy razem, oficjalnie nie poprosiłem cię o bycie moją dziewczyną, nigdy nie byliśmy też na prawdziwej randce. Postanowiłem to wszystko połączyć. - Wyjął z kieszeni malutki pakunek i przyklęknął na jedno kolano - Cloe, czy zechcesz być moją dziewczyną? - wpatrywał się we mnie z tak szczerym wyrazem na twarzy, że na moment przestałam oddychać. Otworzył pudełeczko i moim oczom ukazał się śliczny, srebrny pierścionek z ciemnozielonym oczkiem. Odruchowo zbliżyłam dłoń do ust. Zaniemówiłam. Zdobyłam się jedynie na kiwnięcie głową. Najdelikatniej jak mógł, włożył mi pierścionek na palec wskazujący i dodał - Nie chcę, żeby wyglądało na to, że ci się oświadczam, na to musimy jeszcze chwilę poczekać, więc możesz nosić go tutaj. - Kolejny raz pokiwałam głową.
- Kocham cię. - wyszeptałam i pocałowałam go. Odwzajemnił pieszczotę, wkładając w to tyle uczucia, na ile było stać zestresowanego (zakochanego) chłopaka.
- A przy okazji - kontynuował, kiedy się od niego oderwałam - Przygotowałem kolację na cześć naszej pierwszej randki.
- Kocham cię. - powtórzyłam i ponownie złożyłam pocałunek na jego ustach.
Popatrzyłam na mój pierścionek. Zielone oczko wybrał pewnie dlatego, że to mój ulubiony kolor, a przy okazji znak rozpoznawalny Irlandii. Przynajmniej tak podejrzewam. Srebro - bo nie jest tak zobowiązujące jak złoto.
Uśmiechnęłam się i spojrzałam na stół.
- Przygotowałem taki torcik, to znaczy... Nazywa się "truskawkowy sernik na zimno dla zakochanych". Mam nadzieję, że będzie ci smakował. - gestem ręki wskazał, abym usiadła.
Niall okazał się świetnym kucharzem. Torcik smakował jakby kupił go w cukierni, jednak byłam stuprocentowo pewna, że zrobił go sam - choćby po zawalonej brudnymi naczyniami kuchni.
- Wiesz, nigdy się nie spodziewałam, że tacy chłopcy jeszcze istnieją - powiedziałam i spojrzałam mu w oczy, na co zawstydził się i zarumienił.
- Nigdy nie spodziewałem się, że na świecie jest dziewczyna, dla której zrobiłbym wszystko - odrzekł i wyciągnął spod stołu gitarę. Zaczął grać naszą prywatną melodię i wtedy po raz pierwszy poczułam, że jesteśmy dla siebie stworzeni.
*
W życiu każdej pary zakochanych są takie momenty, które zapamiętuje się na całe życie, racja? Dla Cloe i Niall'a tą chwilą był właśnie tamten wieczór. Z biegiem czasu pałali do siebie coraz większym uczuciem, dlatego tuż po ukończeniu studiów na wydziale muzycznym wzięli ślub i stworzyli szczęśliwą rodzinę z mnóstwem marzeń i planów, które uwielbiali urzeczywistniać i właściwie to wciąż to robią.

Zespół "One Direction" wydał jeszcze kilkanaście płyt, po czym z przyczyn naturalnych rozpadł się, jednak chłopcy pozostali najlepszymi przyjaciółmi mimo początkowych spięć i niedomówień. 
Posądzacie mnie o kłamstwo? Cóż, myślę, że będąc córką Cloe i Niall'a staję się bardziej wiarygodna.

Z tej historii powinniście wywnioskować to, co zawsze powtarza mi mama:
"Gdziekolwiek będzie twoja druga połowa, w końcu i tak, świadomie lub nie, na nią trafisz". Tego Wam życzę.
Annabell.

czwartek, 22 listopada 2012

Ze spraw organizacyjnych:

epilog pojawi się 29 listopada w Andrzejki.
niespodzianka dzień później - 30.11.

całuję

środa, 21 listopada 2012

Konkurs (?)

Ku mojemu szczeremu zdziwieniu (na wieść o tym pomyślałam raczej 'what the fuck is going on', ale chcę udawać inteligentną) zostałam nominowana do konkursu Lieber Award przez Karolinę Jot.

Sama zupełnie nie potrafię wyjaśnić, na czym polega cały konkurs i jego prestiż, ale tak czy inaczej to bardzo miłe, że ktoś pomyślał o mnie wybierając swoich nominowanych.

Nie rozumiem nic poza tym, że to łańcuszkowy konkurs, więc odpowiem na pytania, wyłonię szczęśliwą jedenastkę i tyle, ok?

Zaczynajmy.

1. Dlaczego piszesz opowiadanie?

Cóż, zacznijmy od tego, że nie piszę jednego opowiadania, a "And I promise you" to mój literacki debiut. Postawmy sprawę obiektywnie - ani pomysł, ani kreacja bohaterów nie jest spełnieniem marzeń, ale jak na sam początek nie można od siebie zbyt dużo wymagać.
Nie chcę spamować linkami, zainteresowani znajdą moją twórczość na profilu. (ekhem, raczej linki)

Piszę, ponieważ to mój sposób na oderwanie się od czasami płowej rzeczywistości. To ratunek przed nudą, lenistwem, stagnacją w życiu emocjonalnym (które i tak wisi na włosku).
Piszę, ponieważ pisanie to mój sposób na przetrwanie. I ogromna radość, kiedy poznaję przez to wspaniałych ludzi - osoby wtajemniczone wiedzą o co chodzi - choć dla mnie każdy Czytelnik zasługuje na szacunek i wdzięczność.

To chyba wyczerpująca odpowiedź.

2. Co Ci daje pisanie?

Poniekąd odpowiedziałam na to pytanie w poprzednim punkcie, ale mogę powtórzyć jeszcze raz.
Dzięki pisaniu mogę przeżyć wszystko, czego chciałabym kiedyś doświadczyć i nie chodzi mi tu tylko o rzeczy materialne.

3.) Wierzysz w istnienie Boga? Jeśli tak/nie - dlaczego?

Wierzę w Boga i jestem praktykująca w miarę możliwości. Oczywiście czasem nie zgadzam się z poglądami głoszonymi przez księży, ale jako tolerancyjny człowiek nie mam nic przeciwko ani samemu Kościołowi, ani ludziom wyznającym inne religie.

4.) Według Ciebie, jaką osobą jesteś?

Uważam się przede wszystkim za bardzo obiektywną i jak wcześniej wspominałam (znowu) - tolerancyjną  osobę. Uważam rasizm za zwykłą fanaberię ludzi o wygórowanych aspiracjach.
Hm, kim jeszcze jestem? Lubię sztukę modernistyczną, surrealizm, sprzeczności, kontrast, wszystko, co jest niewytłumaczalne i chore.

5.) Ulubiony rodzaj muzyki i ulubiona piosenka.

Wbrew pozorom nie uważam muzyki One Direction za powalającą na kolana, ale czasem jest idealna na poprawę humoru. Lubię rock - co brzmi trochę pospolicie - a najbardziej The Black Keys - bo dzięki nim zaczęłam pisać Last Fifteen Minutes, oprócz tego The Fray, Coldplay. Florence Welch jest moją inspiracją muzyczną.
Moja ulubiona piosenka zmienia się z dnia na dzień, ale na dziś może być to Bruno Mars - Locked out of heaven.

6.) Sądzisz, że można kochać tylko jedną osobę przez całe życie?

Ciężko jest odpowiedzieć na to pytanie jednoznacznie, ale na pewno miłość - nawet ta "przeterminowana" zostaje w naszym sercu i nie można tak po prostu wymazać kogoś z pamięci, bez względu, czy jest to tylko przelotne zauroczenie, czy silne uczucie.

7.) Jesteś raczej osobą modną, czy nowe trendy są Ci raczej obojętne?

Nie lubię tandety, przesadnego szyku, przewidywalności. Mam świadomość, że moje stroje należą do zupełnie różnych stylów, ale najlepiej czuję się w przesadnie konserwatywnych ciuchach. Nie przywiązuję wagi do tego, gdzie kupuję. Czy to MaxMara, czy Zara, czy second - hand, zawsze można znaleźć dobry strój i nie mam z tym żadnego problemu.

8.) Wierzysz w cuda?

Oczywiście. Ale może zostawmy ten temat dla siebie?

9.) Co sądzisz o zawieraniu znajomości przez internet?

Cóż, tutaj przydałaby się wypowiedź mojej BFF Eddy, z którą poznałam się właśnie przez ten blog i stale utrzymujemy kontakt. Może spytajcie Jej, co uważa, hm?

10.) Spełniłaś kiedyś jakieś swoje marzenie?

Nie. Czy nie sądzicie, że niektóre marzenia powinny się nie spełniać, bo wtedy nie będzie już do czego dążyć?

11.) Czym dla Ciebie jest szczęście?

Szczęście to chwila, kiedy będę najzupełniej pewna, że to właśnie ten czas, to miejsce, i ta osoba dla mnie.


Czas na moich nominowanych:

1.) http://mylittlelibrary-gumciobook.blogspot.com/
2.) http://idmwia.blogspot.com/
3.)http://smallsteps-tlumaczenie.blogspot.com/
4.) http://dreaming-about-uk.blogspot.com/
5.) http://take-you-to-another-world.blogspot.com/
6.) http://there-is-nobody-else.blogspot.com/
7.) http://im-smile-everyday.blogspot.com/
8.) http://materialy-life.blogspot.com
9.) http://foreveryoung-ornever.blogspot.com/
10.) http://pisarze-i-tlumacze.blogspot.com/
11.) http://niewolnicy-uczuc.blogspot.com/

Przyznaję, że nie jestem stałą czytelniczką wszystkich blogów :)

I moje pytania do Was:

1.) Dlaczego piszesz opowiadanie?/ prowadzisz blog?/ tłumaczysz?
2.) Co jest Twoją pasją oprócz pisania?/ blogowania?/ tłumaczenia?
3.) W co/kogo wierzysz?
4.) Ulubiony gatunek muzyki i piosenka na dziś.
5.) Jaką jesteś osobą?
6.) O czym marzysz?
7.) Czy masz plany na przyszłość? Jeśli tak, jakie?
8.) Opisz siebie w kilku zdaniach.
9.) Czym jest dla Ciebie szczęście?
10.) Czy wierzysz w cuda?
11.) Co daje Ci pisanie?/ blogowanie?/ tłumaczenie?

Z wybranymi przeze mnie autorami skontaktuję się później, na razie muszę już uciekać.
Całuję xx

poniedziałek, 19 listopada 2012

30.


Obudził mnie dzwonek do drzwi. Niechętnie wstałam i cicho przeklinając pod nosem otworzyłam. Stała przede mną rozpromieniona i podekscytowana Amy. Gdy tylko mi się przyjrzała, bąknęła:
- Co ci się stało?
- Pomijając fakt, że właśnie mnie obudziłaś, to nic. - odparłam.
Amy, gdyby spojrzenia mogły zabijać... Byłabyś po drugiej stronie.
- Nieważne, ogarnij twarz, rozczesz to siano i ubieraj się. Idziemy na zakupy. - popatrzyłam na nią, jak na kretynkę - Już! - krzyknęła i klepnęła mnie w tyłek, na co tylko pogroziłam jej palcem. Przewróciła oczami i usiadła na jednym z foteli w salonie.
Głośno, a przynajmniej na tyle głośno, żeby brunetka mnie usłyszała, westchnęłam. Co też jej przyszło do głowy? Świetnie, zakupy o wpół do dziewiątej. Fantastyczny pomysł, naprawdę.
Weszłam do łazienki i spojrzałam w swoje odbicie. Niech nie przesadza. Nie ma takiej osoby, która budziłaby się rano i wyglądała pięknie. Umyłam zęby i rozczesałam włosy. Wróciłam do garderoby i wybrałam najwygodniejszy strój, w którym mogę się pokazać w miejscu publicznym, czyli jeansy, luźny t-shirt, kurtkę przeciwdeszczową i trampki.
Wkroczyłam do salonu i spojrzałam na dziewczynę. Miała kwaśną minę. Skrzyżowałam ręce na ramionach.
- No co? - spytałam poirytowana.
- Nie, nic, tylko... musimy coś ci kupić. - oznajmiła i nie czekając na moją zgodę, pociągnęła mnie za rękę.
Złapałam w biegu klucze i torbę, zamknęłam drzwi i powędrowałyśmy w kierunku galerii.
*
Amy wpadła w zakupowe szaleństwo już na parkingu, gdzie po prostu "musiała" kupić sobie shake'a.
- Dziewczyno, daj sobie spokój! Nie mam zamiaru szukać potem łazienki, zamiast chodzić po sklepach. - wrzasnęłam, próbując odciągnąć ją od popsutej zresztą maszyny. W końcu udało mi się ją przekonać.
- Dobra, jest taki plan: kupimy ci jakiś ładny strój. - zakomenderowała i już po chwili byłyśmy w H&M.
Przymierzyłam pierwszy komplet wybrany przez brunetkę, czyli beżową spódniczkę w ciemną kratkę z podwyższonym stanem, białą koszulę włożoną do środka oraz czarne balerinki. Do tego dobrała mi naszyjnik w kształcie czterolistnej koniczynki.
- Wyglądasz bosko... - wyjąkała, gdy wyszłam z przebieralni - Przebieraj się, idziemy do kasy.
- Okej... - odparłam zmieszana jej pewnością w podejmowaniu decyzji. Wydawała mi się taka skromna, a tu taka zmiana.
Wyszłyśmy ze sklepu i spojrzałyśmy na ogromny zegar podwieszony nad budką z lodami. Dochodziła dwunasta.
- Cloe, idź już do domu. - rozkazała mi nagle.
- Co? - bąknęłam.
- No po prostu. Chyba masz jeszcze jakieś plany, bo ja muszę iść do Louis'a. - oznajmiła mi, tak, jakby była to najoczywistsza sprawa na świecie.
- Nie... Ach, tak! Boże, dzięki, że mi przypomniałaś! Miałam się spotkać z Niall'em... - zaskoczyłam - Ale w co ja się... - zaczęłam panikować, ale przerwała mi.
- Ubierz się w to, co kupiłyśmy. I najlepiej idź już, przebierz się i jedź do niego. Zaufaj mi ten jeden raz i do cholery, o nic już nie pytaj, tylko leć! - krzyknęła, przez co kilka przechodzących obok nas osób zerknęło na nas ze zdziwieniem.
- No... Dobra. - mruknęłam - To cześć.
- Idź już! - machnęła ręką i wyciągnęła komórkę. Pewnie dzwoni już do Louis'a, żeby po nią przyjechał.
Nie mam pojęcia, dlaczego tak dziwnie się zachowują, ale chyba wolę ulec, niż się wykłócać.
Przebiegłam przez ulicę i dotarłam do mieszkania. Zgrabnym ruchem przekręciłam klucz i weszłam do salonu. Rzuciłam na kanapę torbę i przebrałam się w nowy komplet. Przejrzałam się w lustrze. Faktycznie wyglądałam bardzo korzystnie. Amy chyba zorientowała się, że dobrze wyglądam w stylu retro. Podkręciłam rzęsy czarnym tuszem, a usta nawilżyłam bezbarwną szminką. Wzięłam do ręki mniejszą torebkę, do której wrzuciłam blackberry i dokumenty.
Zamknęłam drzwi i wyjechałam z podjazdu samochodem. Droga do domu Niall'a zajęła mi zaledwie dziesięć minut, ale na wszelki wypadek wysłałam mu wiadomość, że już jadę.

Nie, co Wy! Nie skończyłabym w takim momencie :) Teraz ostatecznie: jeszcze tylko epilog. I niespodzianka. x

czwartek, 15 listopada 2012

29.

Weszłam do mieszkania, rzuciłam w kąt torbę i włączyłam radio. Muzyka zawsze była moim powiernikiem. W zależności od humoru wybierałam najróżniejsze gatunki: od słodkiego popu, po ostry rock lub ciężki rap. W swojej kolekcji mam ponad sto płyt genialnych artystów. Niestety, trochę martwiło mnie, że dawno nie słuchałam wesołych kawałków. Ostatnio powracałam do piosenek, których słuchanie jedynie pogrążało w rozpaczy, zadumie, więc na pocieszenie postanowiłam się zrelaksować.
Gdybym była wokalistką, na mojej płycie znalazłaby się wyłącznie energetyczna muzyka.
Uśmiechnęłam się pod nosem i przymknęłam powieki, pogrążając się w słodkim, lekkim śnie.
*
Obudził mnie dźwięk dzwonka do drzwi. Przetarłam oczy i niechętnie poczłapałam do drzwi. Stał w nich Niall i szeroko się uśmiechał.
- Właź. - rzuciłam.
- Może poszlibyśmy jutro na spacer?
Ach tak?
- No okej. Przyjdziesz po mnie? - spojrzałam na niego podejrzliwie. Zachowywał się jakoś tak nienaturalnie.
- Wolałbym, żebyś przyszła do mnie. Muszę lecieć, na razie. - cmoknął mnie w policzek i wyszedł.
- Kombinuje coś. Na pewno. - mruknęłam do siebie i zasiadłam przed telewizorem. Próbowałam skupić swoją uwagę na jakimś nudnym teleturnieju, ale dręczyło mnie jego zachowanie. Rozumiem, jest w zespole, ale nigdy nie pałał do nikogo takim nieograniczonym szczęściem. Oby to wszystko się wyjaśniło.
Zamiast się nad tym zastanawiać, postanowiłam posprzątać sypialnię. Zastałam tam walające się po meblach sterty ciuchów, niepościelone łóżko, toaletkę usłaną poprzewracanymi kosmetykami, papierkami, chusteczkami oraz pobrudzone panele. Westchnęłam i zabrałam się za porządki. Wszystkie ubrania wrzuciłam do pralki, wymyłam podłogę, wytrzepałam kołdrę. Najdłużej zeszło mi z kosmetykami. Część z nich była już zużyta, reszta przeterminowana, a pozostałe musiałam poukładać w jakimś logicznym porządku.
Zmęczona, zakurzona, ale usatysfakcjonowana poszłam pod prysznic. Mimo, że nigdy nie przywiązywałam wagi do aromatu żelu pod prysznic czy szamponu do włosów, to ostatni wybór okazał się strzałem w dziesiątkę.
Płyn o delikatnym zapachu miodu koił zmysły, a malinowy szampon sprawił, że poczułam się tak odświeżona, jak nigdy dotąd.
Poczłapałam do sypialni i położyłam się na idealnie posłanym łóżku. Po kilku minutach kołdra była już zwinięta w rulon, a prześcieradło pozostawione w kompletnym nieładzie, więc moja praca nie przyniosła znaczących efektów, toteż postanowiłam, że takie "odgruzowanie" łóżka będę wykonywała tylko raz w tygodniu. Po prostu szkoda mojego czasu.
Byłam już na granicy snu, kiedy to podobno przychodzą do głowy najlepsze pomysły. Jak dotąd zawsze starałam się odtworzyć najprzyjemniejsze chwile, aby szybciej odpłynąć w krainę Morfeusza, jednak dzisiaj było inaczej.
Czułam dziwną adrenalinę, jakby mój organizm przeczuwał coś wyjątkowo ekscytującego. Ale co mogłoby się wydarzyć? Niall pewnie znów będzie coś kombinował, Amy pójdzie na randkę z Louis'em, a ja? Będę siedzieć w domu, albo pójdę na zakupy. O, właśnie, zakupy. To idealny dzień na zakupy. Oderwę się na chwilę od samotności. Przetrząsnę wszystkie sklepy, żeby tylko znaleźć śliczną bluzkę, uroczy sweterek i słodką sukienkę. Bez sensu.
Ostatnio zauważyłam, że pojęcie "centrum handlowe" przestało mnie rajcować. Ludzie się zmieniają, albo zmieniają ich inni. W moim przypadku przemiana dokonała się przez Niall'a. Nauczył mnie oddzielać wartości materialne od tych przeważających je. To prawda. Nie mogę porównywać "słodkiej sukienki" do chłopaka, którego kocham. Kompletny surrealizm.
Moje myśli krążyły jeszcze chwile wokół tego tematu, aż w końcu, dzięki Bogu, uspokoiły się i pozwoliły mi choć na chwilę odlecieć do świata snu.

Nie, nie powinnam Was dobijać, ale to końcówka. Aż nie chcę mi się wierzyć, że tyle to trwało. 

sobota, 10 listopada 2012

28.

Amy terkotała o Louis'ie całe trzy godziny, podczas których zdążyłam się dowiedzieć o nim dosłownie wszystkiego. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby nie to, że niepokoiłam się trochę o Niall'a. Nigdy nie znikał na tak długi czas.
- Wiesz, mówię ci, on jest taki opiekuńczy, słodki i... - zachwycała się brunetka ignorując fakt, że powtarzała to zdanie siódmy raz z rzędu.
- Amy, wybacz, ale muszę zadzwonić. - przerwałam jej i wzięłam do ręki blackberry. - Za chwilkę będę.
- Yyy...No, dobra. - wymamrotała zmieszana.
Wyszłam na korytarz i wybrałam numer do blondyna. Minęło kilka sygnałów aż odebrał.
- Co jest, słońce?
- Nic, po prostu nie ma cię i nie ma... A właściwie to gdzie ty jesteś? - spytałam, gdy doszły do mnie odgłosy jakiś fanfar i chichotu... Zayn'a?!
- A nie... My tak tylko... nagrywamy sobie dla fanów... Będę po południu, pa. - odrzekł i rozłączył się. Wzięłam głęboki wdech i wróciłam do sali. Amy właśnie odczytywała wiadomość ze swojego iPhona.
- Wiesz, ja już pójdę. Rozgadałam się za bardzo, a muszę jeszcze wstąpić po jakąś ładną bluzkę... - zawahała się, cmoknęła mnie w policzek i wyszła. Przewróciłam oczami. Co się z nimi dzieje?
Wzruszyłam ramionami i spojrzałam na kalendarz. Jutro nareszcie wracam do domu. Sama się dziwię, że tak pragnę wrócić do tej rutyny...
*
Horan pojawił się dopiero po siedemnastej. Miał świetny humor, ale jak tylko próbowałam go o coś zapytać, zmieniał temat. Po kilku próbach odpuściłam. Jeżeli coś kombinuje, to i tak w końcu się to wyda. Może przesadzam?
Stanęło na tym, że do północy oglądałam stare westerny, a blondyn czytał kolejny kryminał.
Nie wiem nawet, kiedy zrobiłam się senna, ostatnie co słyszałam, to jak mój chłopak po cichu wychodzi z sali. Byłam na tyle zmęczona, że nie miałam siły ruszyć się i pożegnać, czy cokolwiek tego typu. Zasnęłam.
*
Obudziłam się z własnej woli. Po prostu otworzyłam oczy. Dziś cudowny dzień, nareszcie wracam na stare śmieci.
Z promiennym uśmiechem odbyłam poranną toaletę i przebrałam się w normalne ciuchy. Resztę rzeczy wrzuciłam do torby, którą wcześniej zostawił mi Niall.
Wolnym krokiem podeszłam do informacji.
- Dzień dobry, nazywam się Cloe Wood, dziś miałam zostać wypisana. - oznajmiłam najserdeczniejszym tonem, na jaki mogłam się zdobyć.
- Tak, proszę, to dla pani. - wręczyła mi kartę zdrowia, kilka recept i jakieś ulotki - To wszystko. Dziękuję.
- Dziękuję, do widzenia. - odparłam i wyciągnęłam z kieszeni komórkę. Po kilku sygnałach usłyszałam głos Niall'a.
- Hej, już wypisana? Zaraz będę. Tylko wiesz, podwiozę cię do domu i muszę jechać do chłopaków,okej?
- No... Dobra. - odparłam zawiedziona. Myślałam, że spędzimy ten dzień razem, a on znów gdzieś znika. Westchnęłam.
- Na razie. - rzucił i rozłączył się.
Wyszłam przed budynek, gdzie zastała mnie mżawka i zimny, porywisty wiatr. Moje włosy momentalnie się posklejały i mam pewność, że wyglądam, jak chodzący koszmar. Na moje szczęście po chwili pod szpital podjechał Niall.
- Hej, piękna. - przywitał się i puścił mi oczko.
- Przestań kłamać. Mam lusterko. - odpowiedziałam sucho. Moja riposta zdecydowanie zbiła go z tropu, bo uniósł tylko brwi i delikatnie pokręcił głową.
Jechaliśmy jakiś kwadrans, pogrążeni w głuchej ciszy. Teraz mam już pewność, że coś ukrywa, ale nie zamierzam drążyć tematu. To gwiazda, prawdę i tak odkryją za mnie paparazzi albo fanki.
Cicho wypuściłam powietrze z ust i spojrzałam za okno. Krajobraz Londynu jak zwykle prezentował się bardzo surowo, ale wyjątkowo mi się to podobało. Pamiętam, kiedy byłam tu pierwszy raz, z mamą. Zwiedzałyśmy okolicę, świetnie się bawiłyśmy, ale potem zadzwonił ojciec i ogłosił, że musimy wracać, bo on wyjeżdża. Jak zwykle wszystko psuł. Blado się uśmiechnęłam i odsunęłam wspomnienia na krańce świadomości. Popatrzyłam na blondyna.
- Hej, przepraszam. - mruknęłam - Wiem, jestem okropna i niczego niewarta, no ale... - chciałam dalej się tłumaczyć, ale Horan wszedł mi w słowo.
- Cloe. Nic się nie stało. Kocham cię właśnie za twój charakter, humorki, uśmiech, oczy, i wszystko inne. Zaufaj mi, po prostu, wiesz... Mam pracę. Zespół to nie przelewki. - złapał mnie za rękę i pocałował - Nie gniewaj się. Umieram bez ciebie.
Nie byłam w stanie się wysłowić. Kto, jak kto, ale Niall potrafił mnie udobruchać. Niezaprzeczalnie.

Tak, powiedzmy, że to już prawie końcówka, a ja cieszę się, że za... chwilę, policzę...  około 24 pojawi się epilog a później niespodzianka.

W takim razie do zobaczenia, wpadajcie też na inne blogi, wszystkie na moim profilu, teraz możecie też pytać na:
Klik!
x

wtorek, 6 listopada 2012

Louis.


Jestem głupi. Właściwie od początku trwania One Direction przyklejono mi etykietkę kretyna, co teraz się sprawdziło.
Jeszcze niedawno snułem się po mieszkaniu, wylewając z siebie litry łez. Isabell? Yvonne, no tak. Miała na imię Yvonne i słodko się uśmiechała. Chora optymistka, pamiętam. Jakże mógłbym zapomnieć.
Dziś poznałem kolejną dziewczynę - Amy. W pewnym stopniu przypomina mi Yv, ale jednocześnie jest jej zupełnym przeciwieństwem. Przy niej czuję się... normalny, całkowicie zwyczajny, przeciętny. Zaraża mnie gderaniem o prozaicznych sprawach, szkole, tym, jak dużą sensację wywołaliśmy przyjściem do liceum. Wyszedł z tego mały paradoks, niestety.
W każdym razie, Amy bardzo zainteresowała się moją osobą. Z początku próbowałem wyjaśnić sobie jej zachowanie, ale z biegiem naszej nietypowej, bo szczerej konwersacji, dowiodła o braku niecnych zamiarów. Ot tak, po prostu ze mną rozmawiała. Z jednej strony żaliła się, nie stroniąc od przekleństw i wyzwisk rzucanych w kierunku nauczycielek, z drugiej - tłumaczyła mi, jak zrobić czekoladowe babeczki tak, aby nie były zbyt słodkie.
Amy wyjątkowo mnie zaintrygowała, a jednocześnie oczarowała. Nie chcę okłamywać samego siebie, zraziłem się do dziewczyn. A w jednej chwili, Amy zachichotała dokładnie tak, jak Yv. Przelotnie się uśmiechnęła, zasłoniła dłonią usta i wydała z siebie dźwięk, tak słodki i irytujący jednocześnie. Ale nie chciałem zaprzątać jej umysłu moimi refleksjami i porównaniami, których i tak by nie pojęła.
Zwyczajnie, poprawiłem grzywkę, spojrzałem przez okno, zmieniłem temat rozmowy.
Amy jest lepsza, dużo lepsza, niż Yvonne. Widać, że nie udaje. Z grzeczności zaproponowałem jej spotkanie, chociaż podświadomie, czego nie jestem dokładnie pewien, chcę po prostu sprawdzić, czy nie powtórzy się znany mi scenariusz.
Och, Louis'ie Tomlinson, jesteś zupełnie wyzuty z emocji! Nie dość, że traktujesz dziewczyny jak zabawki, to jeszcze robisz sobie z tego hobby!
Z zadziornym uśmiechem podszedłem do okna. Z chmur sączyły się drobne krople deszczu, przez które miałem ograniczone pole widzenia. Jednak nie przeszkadzało mi to - czasem lepiej jest mniej widzieć. Nieprzyjemne chwile zatruwają organizm człowieka o wiele, wiele dłużej, niż te pozytywne.
*
Od pewnego czasu przestałem być niewolnikiem czasu. Chodziłem spać w południe, budziłem się późnym wieczorem, albo na odwrót. Odkąd zamieszkałem sam, mój zegar biologiczny przeszedł swego rodzaju przemeblowanie, dzięki czemu, gdyby ktoś zapytałby mnie teraz o godzinę, nie potrafiłbym odpowiedzieć.
No właśnie, która jest? 
Sięgnąłem po komórkę leżącą pod łóżkiem i uniosłem brwi. Szesnasta. Czyli jest popołudnie, a ja właśnie się obudziłem. W takim razie poszedłem spać około siódmej rano, a to z kolei znaczy, że nie spałem w nocy.
Okej, dopóki mam wolne, nie muszę tego kontrolować, ale jak przyjdzie czas na koncert, wywiad, czy inne spotkanie wiążące się z opuszczeniem progu domu?
Zaśmiałem się z własnego przerażenia. Mam jutro randkę z Amy, więc muszę jakoś wyglądać. Tak właściwie, to nie mam nawet pomysłu, gdzie moglibyśmy pójść. Kino? Nie ma nic interesującego w repertuarze. Kawiarnia? Zbyt nieoryginalne. Park? Nie, dopadną mnie fanki. A może odgruzuję mieszkanie i spędzimy romantyczny wieczór, ranek, lub popołudnie oglądając film w domowym zaciszu?
Pochopne podejmowanie decyzji to moja specjalność. Zanim zdążyłem zorientować się, co robię, z głośnika komórki usłyszałem głos Amy.
- Halo?
Pokręciłem głową w geście rezygnacji i odchrząknąłem.
- No więc, Amy... Gdzie chciałabyś iść ze mną na randkę? - spytałem, nie owijając w bawełnę. Cały ja.
- Hmm... Może chińszczyzna w tym małym barze koło ronda, co myślisz?
Świetny pomysł. Jeśli coś nie wyjdzie, to nie będzie tylko moja wina.
- Jasne. To o której?
- Siedemnasta na miejscu. Na razie.
- Cześć. - odpowiedziałem machinalnie i rozłączyłem się.
Czyli nie jest tak źle, Lou. Wystarczy zrobić dobre wrażenie. Może wyjdzie z tego coś... coś... coś... mniej... powierzchownego, może nie będziesz już takim dupkiem.

Koszmaru ciąg dalszy, bardzo, bardzo dziękuję za wszystkie komentarze, jesteście jak te babeczki czekoladowe przepisu Amy :D Wpadajcie na Larry'egoTłumaczenie Larry'egoOne Shoty - Bromance.
Chciałam też dodać, że to ostatni dodatek z Lou. Miałam w planach jeszcze jeden, ale niestety obecnie nie mam do tego głowy. Zresztą takie tajemnicze zakończenia są okej, chyba. 
Love you all,

piątek, 2 listopada 2012

27.


- Wiesz, nie było tak źle. - stwierdziłam, wdrapując się na parapet.
- Cloe, nie myśl, że robię to specjalnie. Oni nie są "potworami", ale... no po prostu inaczej zachowują się przy tobie, niż przy mnie. Oprócz Louis'a i Liam'a. Oni są w miarę ok. - odparł zakłopotany.
- Pokazałeś mi tę sytuację w całkiem innym, subiektywnym świetle. Wątpię, żeby byli aż tak wyrafinowani. - wzruszyłam ramionami.
- Nie są. Ale zawsze oni byli w czwórkę, a ja obok. Może dlatego tak mówiłem... - zawahał się i spuścił głowę. - Przepraszam.
- Okej, nic się nie stało. Po prostu może częściej włączaj się z nimi w rozmowy? Chodź na imprezy, wywiady. Nie odpuszczaj, taka jest rola gwiazdy.
Wieczór spędziłam w bardzo miłym towarzystwie Niall'a i laptopa. Postanowiłam wreszcie sprawdzić moją pocztę, której nie odwiedzałam kilka miesięcy. Listę wiadomości nieodebranych reprezentowały wyłącznie reklamy sklepów odzieżowych lub kredytów. Usunęłam zawartość skrzynki, nie wdając się w szczegóły.
- Irytujące, prawda? - zaśmiał się blondyn na widok mojej miny.
- Bardzo. - westchnęłam - Co czytasz?
- Świetny kryminał. Ale myślę, że to nie twój gust, słońce. - odrzekł - Żałuj.
- Dzięki, pasuję. Preferuję romansidła i surrealistyczne komedie. - skwitowałam z inteligentnym wyrazem twarzy, co wywołało na twarzy mojego chłopaka jedynie głębokie współczucie.
Uśmiechnęłam się pod nosem i wróciłam do przeglądania internetu. Moje stare blogi dawno odeszły w zapomnienie, ale mimo to czułam do nich tak duży sentyment, że nie miałam sumienia ich usunąć. Pierwszy z nich służył mi jako pamiętnik, na drugim prowadziłam opowiadanie science - fiction, ostatni zaś był czymś w rodzaju strony dla fanów cenionego kilka lat temu zespołu The Jonas Brothers. Z perspektywy czasu nie chcę mi się wierzyć, że kiedyś mogłam słuchać popu.
- Niall, wiesz, że ostatnie odwiedziny na moim blogu były w 2008 roku?
- Jej, dawno... A o czym pisałaś? - spytał zaciekawiony.
- Dziennik. Wiesz, takie tam, co było w szkole. - machnęłam ręką - Nic specjalnego.
- Daj, poczytam sobie.
- No coś ty! Nie ma mowy. - pokręciłam głową z niedowierzaniem.
- To nie fair! Wszyscy internauci mogą czytać twoje zapiski oprócz mnie?
- Tak, dokładnie tak. - zapewniłam go z niewinnym uśmiechem.
- Nie wiem jeszcze jak, ale przeczytam tego bloga. - pogroził mi palcem i wrócił do lektury. Trzeba by założyć jakieś trudniejsze hasło.
*
Z samego rana Niall ogłosił mi, że niezwłocznie musi załatwić jakąś sprawę i przyjdzie do mnie dopiero po południu. Poniekąd było mi to na rekę, jako że mamy sobotę, zadzwoniłam do Amy i poprosiłam, żeby do mnie wpadła. Natychmiast się zgodziła, widać, że miała mi coś ważnego do powiedzenia. Umieram z ciekawości, czy między nią a Louis'em coś zaiskrzyło.
- Hej. - rzuciła wchodząc do mojej sali. Siedziałam właśnie na łóżku, a pielęgniarka zmieniała mi opatrunek na szyi. Zgrabnym ruchem rzuciła skórzaną torebkę na jedno z krzeseł i wyjęła swoją komórkę. Przeczytała coś i zaczęła nerwowo chichotać. Uniosłam brew.
- Amy, czy twoje zachowanie ma związek z Louis'em? - spytałam podejrzliwie z powrotem siadając na parapecie.
- Nie... No dobra, powiem ci! Louis zaprosił mnie na randkę! - zaczęła piszczeć i skakać z radości na co ja tylko splotłam ręce - Jest taki kochany, szarmancki, kochany!
- Dziewczyno, ale cię wzięło.
Potem to będzie moja i tylko moja wina.
- No, mówię ci! Jak tylko stąd wyjdziesz, to idziemy na zakupy! Nie mam się w co ubrać!
- Okej. - ucięłam jej monolog i położyłam ręce na ramionach - Przystopuj! Wdech, wydech, kojarzysz?
- Jasne... - zamyśliła się i przygryzła dolną wargę. Westchnęłam. Oby Louis tego nie popsuł.

Nie mam nic do dodania. One of the worst chapters in my whole life.